2 października 2026 r. w kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa odbył się uroczysty pogrzeb wieloletniego proboszcza parafii ks. prał. Tadeusza Wójcickiego. Homilię wygłosił ks. dr Marek Story. Treść homilii, dzięki uprzejmości Autora, prezentujemy poniżej:
Drodzy Współbracia w kapłaństwie, Droga Rodzino śp. Księdza Prałata, Czcigodni Parafianie i Goście!
Gromadzimy się dzisiaj w tej pięknej, neogotyckiej świątyni pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa. Przychodzimy na tę najtrudniejszą Eucharystię - Eucharystię pożegnania. Słowo „Eucharystia” w języku greckim oznacza dziękczynienie. I choć w naszych sercach gości dziś naturalny smutek, żal i poczucie straty, to jako ludzie wierzący pragniemy dziś - w ten szczególny, Pierwszy Piątek Miesiąca - wpatrywać się w Boskie Serce Jezusa i wyrwać z letargu jedno proste, a zarazem najpiękniejsze słowo: DZIĘKUJĘ.
Chcemy, aby to słowo stało się naszą modlitwą i naszym testamentem. Komu i za co pragniemy dziś z całego serca podziękować?
Najpierw nasz wzrok kierujemy ku samemu Bogu. Dziękujemy Mu za dar życia śp. księdza prałata Tadeusza. Za to, że Pan Bóg stworzył go na swój obraz i podobieństwo, wyposażając w tak wiele talentów, którymi przez dekady tak hojnie dzielił się z nami.
Dziękujemy Chrystusowi za wielką tajemnicę jego kapłańskiego powołania. Jezus powiedział: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili”. Ksiądz Prałat przez 34 lata jako proboszcz tej parafii w Kamieniu stał się żywym przekaźnikiem Bożej łaski. Przez jego namaszczone dłonie Chrystus gładził grzechy w konfesjonale, chrzcił dzieci, błogosławił małżeństwa i karmił nas swoim Ciałem i Krwią. Dziś, gdy na zachodzie Europy zamyka się kościoły z braku kapłańskich dłoni, my z głębi serca mówimy: Dziękujemy Ci, Panie, za kapłana, który był wśród nas.
Nasze „Dziękuję” płynie dziś także w stronę historii tej parafii. Patrzymy na ołtarz główny, sprowadzony z Wiednia przez hrabinę Marię Rességuier, wielką Dobrodziejkę tej ziemi, która dokładnie sto lat temu zawierzyła tą parafię Sercu Jezusowemu. Ksiądz Prałat kontynuował to wielkie dzieło. Znając jego niezwykłą skromność, wiem, że dzisiaj z nieba zakazałby mi wyliczania jego zasług. Nigdy nie szukał poklasku, rozgłosu ani taniej popularności. Nigdy nikomu się nie przypodobywał. Jednak to jego perspektywiczne myślenie i twarda praca pozwoliły rozwinąć to wielkie dzieło troski o tę świątynię, ale i o dobro duchowe powierzonych mu ludzi. Z jednej strony zostawił nam odnowioną świątynię parafialną, dom katechetyczny, kościoły w Krzywej Wsi, Podlesiu, czy na Błoniach, aktywnie włączył się w powstanie tutaj Liceum. Z drugiej strony - przez te wszystkie lata - z nieustanną gorliwością budował żywy Kościół w ludzkich sercach. Za ten ogromny trud materialny i duchowy - dziękujemy.
Ksiądz Prałat uczył nas, że zawsze warto pracować i się starać, bo po prostu szkoda dnia na bylejakość i obojętność. Pan Bóg powołał go do siebie we wspomnienie św. Hieronima - patrona ludzi księgi, uczonych, pisarzy i tłumaczy Słowa Bożego. Jakże to wymowny i piękny znak! Ksiądz Prałat był przecież rodowitym erudytą. Jego setki książek nie były ozdobą zbierającą kurz, ale żywym źródłem mądrości, z którego nieustannie czerpał. Podobnie jak św. Hieronim, który poświęcił życie, by przybliżyć ludziom Pismo Święte, tak nasz Ksiądz Prałat był niedoścignionym mistrzem piękna polskiego języka, jasności i klarowności przekazu Ewangelii. Księga Przysłów mówi, że „dobre słowa są jak plaster miodu - słodyczą dla gardła, lekiem dla ciała”. Kazania Księdza Prałata, jego jasne i klarowne wypowiedzi, były właśnie takim plastrem miodu, który stawał się pokrzepieniem na nierzadko trudnych i wyboistych drogach naszego życia. Odprawiana przez niego Liturgia była pozbawiona pośpiechu i improwizacji - była czystą celebracją miłości do świętych czynności. Jeden z tu obecnych księżych powtarzał, że od niego młodzi klerycy powinni uczyć się, jak godnie i z szacunkiem sprawować Mszę świętą. Za tę lekcję życia bez bylejakości, za miłość do Bożego Słowa i za ten wzór kapłańskiej godności - dziękujemy.
Wielu z nas pamięta również jego wyjątkową, osobistą pasję, którą wiernie pielęgnował aż do ostatnich dni swojego życia - miłość do pszczół. Ta pasja nie była tylko hobby, ona była odbiciem jego kapłańskiej duszy. Czego uczyły go, a przez niego i nas, te małe, pracowite stworzenia? Pszczoły są symbolem niezwykłej pracowitości, bezszelestnego budowania wspólnoty i absolutnego oddania dla dobra całego ula. Pszczoła nie gromadzi miodu dla siebie - ona pracuje dla innych.
Taki właśnie był Ksiądz Prałat. Jak pszczoła zbiera nektar z najpiękniejszych kwiatów, tak on karmił się mądrością z setek przeczytanych ksiąg i przemieniał ją w słodki, jasny i zrozumiały przekaz Ewangelii. Pszczoły uczą nas ładu, harmonii oraz tego, że wielkie rzeczy buduje się codzienną, cierpliwą, mrówczą wręcz pracą. On ten Boży ład z ula przenosił do parafii, dbając, by żadna chwila nie została zmarnowana. Za tę piękną lekcję pracowitości i pokory wobec Bożego stworzenia - dziękujemy.
Ale ponad ten wielki intelekt, kulturę i pasję, wybijało się coś znacznie większego: był po prostu dobrym i Bożym człowiekiem. Miał tę niezwykłą, rzadką cechę - nigdy nie mówił źle o drugim człowieku. Zamiast plotek i sensacji, zawsze szukał w bliźnim tego, co dobre. Jego plebania, a potem mieszkanie, były jak żywy komentarz do Ewangelii o otwartych drzwiach. To miejsce miało w sobie coś z domu w Betanii - pachniało gościnnością, spokojem i chlebem. Dla każdego, kto przekroczył próg, zawsze czekała kawa, ciastko i przede wszystkim mądra, serdeczna rozmowa. Ksiądz Prałat nikogo nie oceniał z góry, nikogo nie odprawiał z kwitkiem; jego stół stał się przestrzenią, gdzie ludzkie troski malały, a nadzieja zyskiwała nowe siły.
I to, co najbardziej porusza nasze serca: on nie przeszedł na kapłańską emeryturę w znaczeniu duchowym. Do samego końca, dopóki starczyło tchu i sił, wiernie trwał na swoim posterunku. Do ostatnich swoich dni spowiadał, spędzając długie godziny w konfesjonale, by jednać ludzkie serca z Bogiem. Nie oszczędzał się.
To niezwykły znak. Dziś jest Pierwszy Piątek Października. Dzień, w którym przez dziesięciolecia my - jako parafianie - przychodziliśmy do niego, szukając Bożego miłosierdzia. Dziś konfesjonał opustoszał, ale pamięć o jego cierpliwych uszach i podniesionej do rozgrzeszenia dłoni pozostanie w nas na zawsze jako żywy sakrament obecności Boga. Odszedł tak, jak żył - przy ołtarzu swojego powołania. Zmarł po przyjęciu Komunii Świętej, w obecności ks. kapelana. Chrystus nakarmił go swoim Ciałem na drogę, a zaraz potem osobiście uścisnął na progu wieczności. Kapłan odprowadzony przez kapłana prosto w ramiona Boga. Czy może być piękniejsze zwieńczenie ziemskiej służby? Za tę wierność do ostatniego tchnienia, za odejście z chlebem anielskim w sercu - dziękujemy.
Stojąc dzisiaj przy Twojej trumnie, drogi Księże Prałacie, nie potrafię i nie chcę ukrywać, że to dziękczynienie ma dla mnie wymiar głęboko osobisty. Moje serce domaga się dziś własnego, cichego „dziękuję”, które z wdzięcznością kieruję w Twoją stronę.
Dziękuję Ci za poranek mojego życia - za sakrament chrztu świętego, w którym otworzyłeś mi drzwi do Kościoła. Dziękuję za dzień Pierwszej Komunii, gdy Twoje dłonie po raz pierwszy podały mojemu dziecięcemu sercu Żywego Chrystusa. Dziękuję za lata cierpliwego prowadzenia ku dorosłości. Ale nade wszystko dziękuję za to, że Twoje kapłaństwo - nie głośnym, krzykliwym słowem, ale cichą, pokorną i dostojną postawą - stało się dla mnie najpiękniejszym zaproszeniem, bym z odwagą spojrzał w oczy własnemu powołaniu. Te wszystkie długie rozmowy do dzisiaj brzmią w moich uszach jak drogowskaz i prowadzą mnie przez moje własne kapłańskie drogi. W ważniejszych momentach mojego życia Twoja niezwykła Osoba zostawiła we mnie ślad - dobry, głęboki i niezatarły. W tym, kim dzisiaj jestem jako człowiek i jako ksiądz, pulsuje cząstka Twojego wielkiego serca. Dziękuję Ci Księże Prałacie.
Dziś, w Pierwszy Piątek Miesiąca, ksiądz prałat staje przed Obliczem Tego, którego Serce ukochał ponad wszystko. Staje przed Jezusem, który uczył nas dostrzegania biedy, nędzy i potrzeb drugiego człowieka. Wierzymy głęboko, że słyszy teraz te najważniejsze słowa Zbawiciela: „Byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie… Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.
Drogi Księże Prałacie! Dziękujemy Ci za Twoje oczy, które potrafiły dostrzec ludzką potrzebę. Dziękujemy za Twoje serce, zdolne do współczucia, współradości i współcierpienia. Dziękujemy, że byłeś oczami niewidomego i stopami chromego na tej kamieńskiej ziemi.
Odpoczywaj w pokoju wiecznym, zapatrzony już nie w ziemski ołtarz, ale w żywe, pełne miłości Najświętsze Serce Pana Jezusa. Niech aniołowie zawiodą Cię do miejsca, gdzie panuje wieczna harmonia i wieczne szczęście. A my tutaj, z wdzięcznością, która nigdy nie wygaśnie, uczestnicząc w Eucharystii, mówimy po raz ostatni: Dziękujemy