niedziela, 21 lipca 2019r.
Home Listy Czytelników
Listy Czytelników

          Ostatnimi czasy dostajemy od Was- naszych gości, e-maile z różnymi informacjami, podziękowaniami i uwagami.

            Postanowiliśmy więc dodać nową zakładkę z otrzymanymi od Was listami. Przeglądając stare fotografie z naszej galerii i czytając na stronie artykuły, rozpoznajecie swoją rodzinę, sąsiadów i znajome okolice, a następnie wysyłacie nam swoje własne spostrzeżenia. Serdecznie Wam za to dziękujemy! Zachęcamy do współtworzenia naszej strony internetowej i przesyłania wszelkich informacji, uwag, opisów zdjęć i materiałów.


            W tym dziale będziemy umieszczać Wasze listy z materiałami, uwagami, wszelkie prośby i podziękowania. Jeśli macie jakiekolwiek materiały, informacje lub chcielibyście coś umieścić na naszej stronie, możecie wszystko to przesłać na adresy mailowe znajdujące się w dziale Kontakt lub za pomocą FORMULARZA KONTAKTOWEGO



Rodzina Cisków z Kamienia

     W północnej części cmentarza w Kamieniu, w jednym z ostatnich rzędów, stoją przytulone do siebie trzy niepozorne, stare nagrobki. Choć nie wykonano ich z polerowanego marmuru i nie są zdobione złotymi literami, wnukowie, prawnukowie i praprawnukowie nadal odnajdują wiodącą do nich ścieżkę. Trzeba się trochę postarać, by odczytać napisy wyryte na nagrobnych płytach 60-70 lat temu, jednak piętno czasu odciśnięte na pomnikach dodaje im uroku. Te pamiątkowe tablice zostały postawione przez kochającą rodzinę i miały symbolizować wieczną pamięć i modlitwę. Po latach nadal spełniają przypisaną im rolę.
     Ten cichy zakątek cmentarza, to miejsce spoczynku rodziny Cisków – Julii i Wojciecha, a także ich syna Sebastiana oraz jego żony Anieli.

     Wojciech Cisek urodził się w Górnie w 1862 roku. Jego rodzice, Jan Cisek i Justyna z domu Chorzępa, pochodzili z rodzin rolniczych, zamieszkałych w Górnie od wielu pokoleń. Jako 27-letni rezerwista po przeszkoleniu w armii zaborcy, Wojciech poślubił mieszkającą po sąsiedzku Julię Chorzępę. Ojciec Julii, Marcin Chorzępa, również pochodził z Górna, natomiast matka, Maria z domu Tupaj, pochodziła z pobliskiego Łowiska.

Julia Cisek z domu Chorzępa (ze snopkiem lnu)     Młode małżeństwo zamieszkało w Kamieniu, gdzie pod numerem 820 w kościelnych księgach odnotowano kolejno narodziny ośmiorga ich dzieci – 4 synów i 4 córek. Wpisy metrykalne zawierają informację, że Wojciech pełnił wówczas funkcję leśnika, strażnika leśnego. Opowieści rodzinne mówią natomiast o dużej, zadbanej gajówce oraz gospodarstwie obrabianym z pomocą parobków. Na dawnych austriackich mapach z tamtego okresu dom o numerze 820 znajduje się na skraju kompleksu leśnego Morgi, w przysiółku zwanym wówczas Bochenki.

     Rodzina Cisków mocno związana była ze środowiskiem leśników. Po sąsiedzku mieszkał zarządca dóbr leśnych Resseguierów – Józef Pawlik wraz z rodziną, a żony zaprzyjaźnionych leśników, w tym Anna Pawlik, proszone były często przez Cisków w kumy. Leśnikiem został również jeden z synów Wojciecha i Julii – Marcin, a ich córka Paulina Anna poślubiła gajowego Jakuba Malca.

Ślub Pauliny Cisek z Kamienia z Jakubem Malec (gajowym z Markowizny) 19.11.1924 r.  Siedzą od lewej: Apolonia Cisek, Maria Burek, Paulina Cisek, Jakub Malec, Jakub Burek  Za Marią Burek stoi Maria Cisek, za Jakubem Burek stoi Jan Cisek, a na prawo Sebastian Cisek (organista) i Marcin Cisek (gajowy)     Wojciech Cisek według rodzinnych opowieści był właścicielem pierwszego roweru w okolicy. Wynalazek ten początkowo budził u okolicznych mieszkańców trwogę i nieufność tak dużą, że niektórzy na jego widok żegnali się znakiem krzyża. Synowie Wojciecha odziedziczyli po ojcu zainteresowanie techniką i również niejednokrotnie zadziwiali sąsiadów korzystając z nowoczesnych urządzeń, choćby takich jak silnik spalinowy, czy aparat fotograficzny.
Wojciech Cisek zmarł w 1928 roku, a jego żona, Julia, w roku 1942.

     Trzy najstarsze córki Wojciecha i Julii Cisek, Zofia, Jadwiga i Albina, w pierwszych latach XX wieku wyemigrowały do Stanów Zjednoczonych, gdzie założyły rodziny i zamieszkały na stałe. Choć nigdy nie wróciły do kraju, ich przywiązanie do rodziny i polskiej kultury nadal znajduje potwierdzenie we wspomnieniach ich krewnych, przechowywanych listach i fotografiach.

Paulina Anna Cisek (po lewej)     Najmłodsza z sióstr, Paulina Anna, pozostała w Polsce i razem z mężem i trzema córkami zamieszkała w gajówce Podwolskie. Zmarła w wieku 34 lat na chorobę Buergera.

Jan Cisek podczas służby w Wojsku Polskim (pierwszy rząd po prawej)

     Najstarszy z synów, Jan Cisek, urodził się w 1897 roku i jako młody mężczyzna został powołany przez zaborcę do armii austro-węgierskiej, z którą podczas I wojny światowej walczył na froncie włoskim. Po odzyskaniu niepodległości wstąpił do Wojska Polskiego. Służąc w armii Jan nabył fach szewca, który stał się jego źródłem utrzymania.

Ślub Jana Ciska z Kamienia z Marią Burek z Posuch 02.10.1925 r.

      Po ślubie z Marią Burek wybudował dom w Posuchach, gdzie wychowali wspólnie 6 dzieci. W kuchennym kącie tego domu Jan wygospodarował miejsce na mały warsztat szewski. W jego zeszycie z zamówieniami można odnaleźć nazwiska klientów z Kamienia, Podlesia, Trzebuski, Nienadówki, Lipnicy, Raniżowa i wielu innych okolicznych wiosek. Swoje oficerki woził również do zaprzyjaźnionego sklepiku w Sokołowie Małopolskim. Niektórzy pamiętają jeszcze jego rower napędzany małym silnikiem, który budził w okolicy wiele emocji, podobnie jak niegdyś pierwszy rower jego ojca.

Więcej…
 
Zdjęcia Rodzinne

Fotografie z opisami udostępniła Pani A. Kowalska-Suska

 

 

 

 

 
List Pani Anny Pawlik-Wywrot

Szanowny Panie,

 

     Dzisiaj przyszła przesyłka od Pana. Zdążyłam teraz przeglądnąć pobieżnie strony książki i gazetę okolicznościową. Muszę szczerze przyznać że sprawił Pan mnie i moim bliskim wielką wielką niespodziankę! Z wypiekami i emocjami dowiaduję się o dokonaniach mojego dziadka. Jestem bardzo dumna!

     Serdecznie Panu dziękuję. Jestem pod wrażeniem ogromu benedyktyńskiej pracy historycznej wykonanej przez Pana w badanie i opisanie dziejów Kamienia i Parafii.

     Planuję na wiosnę przyjechać do Kamienia i spotkać się z Panem. Chciałabym dowiedzieć się, przeczytać, o losach i życiu Józefa Pavlika, gdzie była leśniczówka jego rodziny, inne fakty z życia, może coś Pan mi podpowie. Ale to już w Nowym Roku, na wiosnę.

     Jeszcze raz serdecznie Panu dziękuję. Przekazuję kwotę wsparcia na konto Towarzystwa.

 

Łączę pozdrowienia,

Anna Pawlik-Wywrot

 
"Znałam osobiście pisarza Sławomira Mrożka" - wspomnienie o pisarzu Pani Janiny Hawro z domu Wąsik

O pobycie w Kamieniu znanego pisarza, Sławomira Mrożka przeczytałam w 2008 roku w jego autobiograficznej książce "Baltazar". Stąd moje duże zainteresowanie wzbudził artykuł Pana Sławomira Ożoga, który wspominał go na stronie internetowej Towarzystwa Przyjaciół Kamienia.

Ja Sławomira Mrożka znałam osobiście i chcę podzielić się z Państwem moimi wspomnieniami o nim.

W okresie okupacji w domu moich rodziców, Katarzyny i Ignacego Wąsików, w Kamieniu odbywało się tajne nauczanie młodzieży przygotowującej się do egzaminów do gimnazjum, podczas którego przerabiano materiał szkoły średniej. Lekcje prowadzili nauczyciele mieszkający w Kamieniu, miedzy innymi: Józef Zygmunt, Adam Makuch, Wanda Barańska, Cymerys, Buczek (nie pamiętam imion).

Pisarz, Sławomir Mrożek razem ze swoim kolegą Arnoldem Barańskim uczestniczyli w tych lekcjach w 1940 roku, podczas pobytu pisarza u jego wuja, Ludwika Kędziora.

Jako krewny znanego wszystkim w Kamieniu przedsiębiorcy oraz jako chłopiec z miasta budził wielkie zainteresowanie rówieśników.

Spotykając go w moim rodzinnym domu zapamiętałam go jako bardzo inteligentnego i wesołego chłopca. Wyróżniał się tym, że pięknie rysował i malował. Najbardziej ciekawe dla mnie i innych dzieci były jego rysunki Myszki Miki, z którą wcześniej nikt z nas się nie spotkał.

 

Po latach cieszę się, że miałam szczęście poznać osobiście wielkiego pisarza, a nawet gościć go w moim rodzinnym domu.

 

Janina Hawro

 

 
Komentarz Pana Tadeusza Krawczyka do artykułu Sławomira Ożoga o pobycie Pisarza Sławomira Mrożka w Kamieniu

Z wielkim zainteresowaniem, a nawet wzruszeniem przeczytałem opracowaną przez pana Sławomira Ożoga recenzję książki "Baltazar", autobiografii Sławomira Mrożka. (Pierwszą reakcją był telefon do siostry, żeby mi tę książkę kupiła). Po przeczytaniu chciałbym dorzucić nieco własnych wspomnień.

Moi dziadkowie, Salomea i Andrzej Delektowie byli sąsiadami Ludwika Kędziora, a ich syn, Kazimierz, był kolegą szkolnym Sławomira Mrożka, który podczas okupacji mieszkał przez jakiś czas u swojego wuja Ludwika Kędziora. Pamiętam, że przychodził nieraz do swojego kolegi-sąsiada, ale oni jako 11-letni chłopcy mnie, sześciolatka, ignorowali.

W swojej autobiografii Mrożek pisze: "Ksiądz proboszcz, którego kościół znajdował się nieco powyżej ulicy, a plebania w pobliżu, co najmniej raz dziennie wpadał na pogaduszki." Wydaje mi się, że nie był to ksiądz proboszcz Henryk Grębski, a ksiądz katecheta Michał Gądek, którego z Ludwikiem Kędziorem łączyły wspólne zainteresowania bronią i myślistwem. Był to bardzo uczynny ksiądz, którego mile wspominam. Kiedy w 1938 roku moja mama wyjechała "za chlebem" do Francji, pozostawiając mnie pod opieką babci Salomei, babcia w chwilach pilnych prac polowych "podrzucała" mnie pod opiekę księdzu Michałowi, który karmił mnie pomarańczami. Gospodarstwo na plebanii prowadziła siostra proboszcza, która była moją matką chrzestną, a mimo to babcia w zapewnieniu opieki nad dzieckiem korzystała z usługi księdza Michała. Kiedy już chodziłem do szkoły, na lekcjach religii ksiądz katecheta często przypominał mi o tym, przezywając mnie w żartach "pomahańca", bo jako dziecko nie wymawiałem litery "r"

Pan Kędzior i ks. Gądek jesienią organizowali dla "elity" powiatu niżańskiego polowania na zające. Każdy z myśliwych za drobną opłatą zatrudniał jednego z "naganiaczy", którymi byli przeważnie chłopcy w wieku szkolnym. Uczestniczyłem w jednym z takich całodziennych polowań. Pamiętam, że nie wziąłem sobie nic do jedzenia i w przerwie na posiłek byłem piekielnie głodny. Na szczęście, myśliwy, który mnie zaangażował, poczęstował kanapką. Da dzisiaj pamiętam że była to bułka z jajecznicą. Wieczorem, po polowaniu, u pana Kędziora była uroczysta kolacja dla myśliwych.

Z powodu udziału w polowaniach ks. Gądek miał kłopoty z Kurią w Przemyślu i może nawet to było powodem przeniesienia go na proboszcza do Sokołowa.

A tak wspomina pana Kędziora moja siostra Janina:

"Ogród pana Ludwika Kędziora. Tajemniczy, odgrodzony od świata ogród. Ileż ja się tam nazaglądałam przez wąskie szpary między sztachetami wysokiego płotu, ileż nawyobrażałam sobie, nawymyślałam różnych historii na temat jego mieszkańców, ileż naprzełykałam się śliny, wpatrując się w dorodne czereśnie - żółte, różowe, czerwone. Więc jak tylko usłyszałam, że można je kupić, trzeba tylko trafić, kiedy sam właściciel je zrywa, wyprosiłam u mamy 50 groszy i ustawiłam się pod płotem. W pierwszym dniu bez skutku. Nie pojawił się. Ale w drugim udało się. Pan Kędzior dojrzał mnie z drabiny, przysunął ją do płotu, wziął ode mnie monetę, za którą dostałam trzy zrobione z wyrwanych z zeszytu kartek tubki czereśni. Pamiętam jego spojrzenie - smutne, trochę nieobecne. I naraz, jakby mnie dopiero dostrzegł, uśmiechnął się. Może wyczuł, że się go boję. A smak czereśni? Niezapomniany. Do dziś kojarzący się ze smakiem dzieciństwa."

Serdecznie pozdrawiam

Tadeusz Krawczyk

 

 

 
« PoczątekPoprzednia123NastępnaOstatnie »

Strona 1 z 3

Kto jest online


     Naszą witrynę przegląda teraz 43 gości 

Wsparcie działalności

 

Towarzystwo  Przyjaciół   Kamienia

 jest organizacją pożytku publicznego.

Można przekazać 1 % podatku

 W zeznaniu podatkowym należy wpisać:   KRS - 000 0037454

i deklarowaną kwotę podatku.

 

Wypełnij PIT on-line i przekaż 1% dla Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

Copyright ? 2010 Towarzystwo Przyjaciół Kamienia. Design KrS, Valid XHTML, CSS