JAN KIDA - bohater II wojny światowej
Jan Kida urodził się 13.05.1916 roku w Krzywej Wsi. Historia jego życia zaczęła się tragicznie, bowiem Jego ojciec Błażej Kida tuż po ślubie z Katarzyną Krudysz wcielony został do wojska austriackiego i wysłany do walk na Bałkany, gdzie wkrótce tam zginął, jeszcze przed narodzeniem syna. Szkołę podstawową ukończył w Krzywej Wsi. Jako dorastający chłopak miał wielkie upodobanie do broni, posiadał w tym czasie broń myśliwską, którą używał podczas polowania zwierzyny w lesie, ale z której również uczył się celnie strzelać. Jako najstarszy z sześciorga rodzeństwa pomagał rodzicom w utrzymaniu rodziny wyrabiając koszyki, które sprzedawał w Rudniku nad Sanem.
Jesienią 1938 roku w wieku 22 lat wcielony został do nowo utworzonego Dywizjonu Rozpoznawczego w Rzeszowie mieszczącego się przy ulicy Lwowskiej. Dywizjon ten wchodził w skład 10 Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej dowodzonej przez płk Stanisława Maczka. Tuż przed wojną, bo 4.08.1939 roku Dywizjon wyprowadzono z jednostki w Rzeszowie i zgrupowano go w okolicach Czudca i Babicy. Natomiast 15.08.1939 całą Brygadę przegrupowano w okolice Liszek koło Krakowa. Miała ona osłaniać tyły Armii Kraków w obliczu nadciągającej wojny. II wojna światowa zastała Jego Dywizjon właśnie w Liszkach.
Pierwszą i największą bitwę w okresie kampanii wrześniowej Dywizjon Rozpoznawczy stoczył w dniu 5.09.1939 r. w Skrzydlnej pod Jordanowem (małopolskie). Jan Kida wówczas w stopniu kaprala walczył w 2. plutonie Szwadronu Strzeleckiego dowodzonego przez ppor. Józefa Bielatowicza. Niestety kule nieprzyjaciela dosięgły Jego dowódcę i został on ranny. Wówczas kapral Kida wziąwszy na plecy swojego dowódcę, czołgając się chciał wyprowadzić go z pola walki. Jednakże powtórna seria z karabinu zabiła porucznika, ale ocaliło to życie jego podkomendnego. Ppor Bielatowicz pochowany jest na cmentarzu parafialnym w Skrzydlnej.
W następnych dniach Dywizjon przemieszczał się w kierunku wschodnim staczając walki m.in pod Rzeszowem, Albigową. W dniu 15.09.1939 r. dotarł on do Lwowa staczając bitwę o miasto.
18.09.1939 r. - po najeździe sowieckim na Polskę na rozkaz Naczelnego Wodza Brygada w szyku defiladowym przekroczyła granicę polsko - węgierską, gdzie została rozbrojona i internowana. Granicę przekroczyło około 1500 żołnierzy, czyli 50% stanu osobowego Brygady.
21.10.1939 roku resztki Brygady w liczbie około 1000 żołnierzy przedostało się do Francji i po uzupełnieniu składu przez prawie cały rok brali udział w Kampanii Francuskiej w okolicach Marsylii.
W październiku 1940 roku z Francji poprzez Tunis, Maroko, Portugalię, Gibraltar Brygada przedostała się do Szkocji w okolice Edynburga. Tam żołnierze szkolili się i przygotowywali razem z aliantami do największych bitew z siłami wroga. W okresie tym Jan Kida zdobył wiele uprawnień, m.in. do prowadzenia wszelkiego rodzaju pojazdów mechanicznych i bojowych.
18.08.1942 r. Dywizjon Rozpoznawczy przekształcony został w 10 Batalion Dragonów a 18 marca 1944 roku w X Pułk Dragonów, który wchodził w skład Pierwszej Dywizji Pancernej dowodzonej przez Generała Brygady Stanisława Maczka.
1 sierpnia 1944 roku Dywizja wylądowała w Normandii w okolicach miejscowości Caen. Jan Kida wówczas już w stopniu wachmistrza pełnił funkcję dowódcy plutonu w I Szwadronie Rozpoznawczym. Brał udział w bitwie pod Falaise, Chambois i innych miastach na terenie Francji, Belgii, Holandii i Niemiec. Pamiętam Jego opowiadanie, jak Jego pluton rozpoznawczy pod osłoną nocy brawurowo rozbroił cały pułk niemiecki. W jednej z bitew w Holandii w 1945 roku został ciężko ranny w kręgosłup, leczony był m.in. w Paryżu.
Po zakończeniu wojny do wiosny 1947 roku stacjonował w Niemczech w okolicach Odenburga. Następnie oddziały przerzucone zostały do Wielkiej Brytanii, zaś ostateczna demobilizacja nastąpiła 19 maja 1949 roku.
Jak się okazało potem był to jeden z najtrudniejszych okresów Jego życia. Do Polski nie mógł wracać w obawie przed utratą życia z rąk komunistów, zaś władze angielskie potraktowały zdemobilizowanych żołnierzy jako potencjalnych przestępców. Podobny los spotkał ich dowódcę Generała Stanisława Maczka, który stracił obywatelstwo polskie, zaś by zapewnić byt swojej rodzinie musiał przez kilkanaście lat pracować jako barman w hotelu u swojego podkomendnego.
Starszy wachmistrz Kida Jan odznaczał się niezwykłą odwagą, męstwem, mądrością i nieprzeciętną inteligencją. To te cechy pozwoliły mu przeżyć ten okrutny czas wojny.
Za swe dokonania wojenne w okresie kampanii wrześniowej dwukrotnie odznaczony został Krzyżem Walecznych, natomiast za Kampanię we Francji, Belgii, Holandii i Niemczech 1944-45 Krzyżem Srebrnym VIRTUTI MILITARI oraz trzykrotnie Krzyżem Walecznych. Otrzymał również wysokie odznaczenia wojskowe Francji, Belgii i Holandii.
W dniu 20.02.1969 roku zarządzeniem Ministra Obrony Narodowej na uchodźstwie został awansowany do stopnia chorążego.
Jeszcze w okresie stacjonowania w Niemczech poznał kobietę swojego życia Helenę Andrzejewską z Kujaw, z którą się ożenił i zamieszkał w Londynie. Mieli trójkę dzieci. Przez ostatnie lata mieszkali w SUTTON na peryferiach Londynu.
Wujek Jan Kida często przyjeżdżał do rodzinnej miejscowości. Podczas spotkań rodzinnych opowiadał o walkach, jakie toczył z wrogiem. Zawsze był na pierwszej linii frontu jako tzw. szpica, w najbardziej niebezpiecznej części działań Dywizji. Jego opowiadania wzbudzały w nas siostrzeńcach, bratankach wielki podziw. Był On dla nas wielkim Patriotą, ale również wielkim Bohaterem, którym wówczas nie mogliśmy się chwalić. Dawał nam lekcje historii, której nigdzie nie uczono. Wzbudzał w nas poczucie szacunku i patriotyzmu do Ojczyzny. Takim będziemy Go pamiętali.
Poczet sztandarowy z udziałem Jana Kidy podczas uroczystości rocznicowych w Normandii
Jan Kida wraz z żoną Heleną z domu Andrzejewska w swoim domu w Londynie
Kochany Wujku !!! (cytat z pożegnania pogrzebowego)
„Walczyłeś o domy, ulice, miasta, klasztory, kościoły i wzgórza na obczyźnie. Teraz zdobyłeś to najpiękniejsze wzgórze w Twojej rodzinnej wsi. Jest to ostatnie wzgórze, w którym spoczniesz wśród swojej rodziny: matki, siostry, brata i znajomych, w okolicach pól, przy śpiewie ptaków. O takim miejscu całe życie marzyłeś i powtarzałeś, że tu chcesz spocząć. Dziś spełnia się Twoje marzenie, a uroczystość z ceremoniałem wojskowym niech Ci będzie nagrodą za to wszystko czego dokonałeś dla Ojczyzny”. Spoczywaj w Pokoju.
Jan Kida dożył sędziwego wieku, zmarł w Londynie w dniu 22.06.2014 roku.
Zgodnie z Jego ostatnią wolą pochowany został na cmentarzu parafialnym w Kamieniu w dniu 4.07.2014 roku przy udziale rodziny oraz wielu mieszkańców Kamienia i okolic, w asyście kompanii honorowej Wojska Polskiego z Rzeszowa. Mszę świętą sprawował i kazanie wygłosił Ks. Infułat Józef Sondej z Rzeszowa.
Władysław Kołodziej
Rzeszów
Budowa Gminnego Ośrodka Zdrowia w Kamieniu - "45 lat minęło"
Inicjatywę budowy Ośrodka Zdrowia podjęto bardzo dawno. Stary budynek, w którym mieściły się gabinety lekarzy, pielęgniarek i mieszkania, nie nadawał się do dalszej eksploatacji. Dziś, kiedy z dumą spoglądamy na wciąż unowocześniany budynek, kiedy patrzymy, jak rozwija się i poszerza zakres działalności, nie wypada wprost nie powrócić myślami do czasów, w których to zrodziła się wspólna, odważna myśl - wybudujemy nowy, nasz, kamieński, ośrodek zdrowia.
W 1971 roku powołano Społeczny Komitet Budowy w składzie: Przewodniczący - Bolesław Piela, zastępca Przewodniczącego - Józef Czubat, sekretarz - Władysław Partyka, skarbnik - Marian Hawro, członkowie: Przewodniczący Rady Gminy Jan Orszak, kierownik Ośrodka Zdrowia lek. med. Stanisław Wojdyła, Dyrektor Banku Spółdzielczego Alojzy Madej, Przewodniczący Wspólnoty Serwitutowej Antoni Szewczyk, Przewodniczący Wspólnoty Serwitutowej z Łowiska Jan Maciej Gągola, Prezes Gminnej Spółdzielni Józef Piędel.
Teren przeznaczony pod budowę był własnością parafii i szkoły podstawowej, które przekazały go bezpłatnie, bo przecież najważniejsze jest wspólne dobro - a powstający w umysłach wielu odważnych kamieniaków ośrodek, od tej pory miał przecież służyć nam wszystkim.
Zaczęto od najważniejszego - od myśli, jak finansowo podołać tak wielkiemu wyzwaniu. Komitet gromadził środki finansowe z różnych źródeł: z organizacji zabaw, zbiórki od mieszkańców, dotacji od organizacji społecznych i handlowych, wspólnot serwitutowych, organizacji społecznych; rolnicy rezygnowali z należnych im dopłat do sprzedawanych produktów rolnych - wszyscy entuzjastycznie przyłączyli się do kwesty.
Komitet opracował koncepcję Ośrodka Zdrowia, ale nasza propozycja co do wielkości obiektu leczniczego i części mieszkalnej nie była początkowo akceptowana przez władze wojewódzkie, jednak - dla chcącego nic trudnego, a prawdziwego zapału nie tak łatwo ugasić - udało się pokonać te trudności, i wzorując się częściowo na budowie w Rakszawie i innych miejscowościach, zleciliśmy wykonanie dokumentacji placówce projektowej w Przemyślu.
Prace projektowe, gromadzenie materiałów budowlanych i środków finansowych, trwało do wiosny 1976 r.
15.04.1976 r. rozpoczęto prace budowlane, zakończono je w listopadzie 1979 r.
Na budowie pracowali wszyscy mieszkańcy gminy. W każdy dzień sołtysi przysyłali po kilku pracowników. To był wielki czyn Nas wszystkich, którzy ze szczerymi chęciami ruszyli na pomoc. Fachowcy - murarze, tynkarze, cieśle, malarze, czuli się zobowiązani kilka dni bezpłatnie pracować na budowie.
Fotorelacja z budowy Ośrodka Zdrowia w Kamieniu
Warto przypomnieć, że odwodnienie terenu i budynku wykonali bezpłatnie pracownicy spółki melioracyjnej, zbrojenie - pracownicy warsztatów kółka rolniczego, załadunek cegły-pracownicy cegielni.
Budowa budynku ośrodka zdrowia z częścią mieszkalną i apteką, pełne wykończenie i przekazanie do użytku trwało ok.3 lat.
Komitet Budowy i Urząd Gminy musiał pokonać wiele trudności - nie tylko brak środków finansowych, ale szczególnie brak materiałów budowlanych i wykonawców, np. wykonawców instalacji elektrycznej i grzewczej.
W rozwiązywaniu tych problemów bardzo dużo pomagał nam Proboszcz parafii, ksiądz Tadeusz Wójcicki, orędownik wielu społecznych inicjatyw w naszej wsi, występując do parafian o pomoc w budowie; dr Władysław Marć, pełniący w tym czasie stanowisko Dyrektora Zespołu Opieki Zdrowotnej w Rzeszowie, do której struktury należał nasz Ośrodek Zdrowia, o czym po 45 - tu latach pamiętamy i dziękujemy.
Pomagały władze Gminy, kierownicy jednostek gospodarczych, dyrektorzy szkół, radni gminy, a najwięcej sołtysi.
Było bardzo trudno o wykonawców - jak wspomniałem wcześniej, dlatego zorganizowaliśmy przy Urzędzie Gminy ekipę remontowo - budowlaną, która wykonywała część prac fachowych, głównym majstrem przez cały czas budowy był Jan Henryk Rurak; w ekipie tej pracowali miedzy innymi: Jan Mizerski, Józef Wyka, Józef Surdyka, Władysław Bednarz, Zbigniew Orszak, Eugeniusz Partyka, Bolesław Piekut, Stanisław Piekut i wielu innych.
Bardzo ciężką pracę wykonywała młodzież - np. gaszenie wapna na potrzeby budowy dokonali młodzieżowcy pod kierownictwem ich szefa, Mieczysława Wąsika.
Pracę społeczną z wielkim zaangażowaniem wykonywał Ignacy Bednarz, pełniący funkcję zaopatrzeniowca - ten były pracownik Gminnej Spółdzielni jeździł do swoich znajomych i do naszych kolegów, załatwiał niektóre materiały (ach, kto to dziś pamięta?!... w tym czasie materiałów się nie kupowało, ale się je załatwiało).
Do pracy - podkreślam - społecznej, angażowali się wszyscy, przychodzili mieszkańcy poszczególnych wsi, organizacje społeczne - jak straże pożarne, koła gospodyń wiejskich, organizacje młodzieżowe, młodzież szkolna, nauczyciele, poszczególne zakłady pracy. Bywało często, że Urząd Gminy kończył pracę o godz.13-tej, na dyżurze zostawały dwie, nie mogące wykonywać ciężkiej pracy osoby, a pozostali szli do pracy przy budowie, podobnie było w Kółku Rolniczym, GS, banku, szkołach i innych zakładach pracy z terenu gminy.
Na podstawie rożnych referatów, informacji, notatek, jakie jeszcze posiadamy, można stwierdzić, że przy pracach związanych z wybudowaniem Gminnego Ośrodka Zdrowia, wyróżnili się, za co należą im się słowa podziękowania i wyrazy wdzięczności, Jan Henryk Rurak i jego ekipa remontowo-budowlana, Roman Małysa, prowadzący dokumentację budowlaną i nadzór z ramienia Gminy, Główna Księgowa Czesława Bednarz i wszyscy pracownicy gminy.
Słowa wdzięczności należą się Przewodniczącemu Komitetu Budowy, Bolesławowi Pieli, członkom zarządu, lek. med. Stanisławowi Wojdyle, Przewodniczącemu Gminnej Rady . Janowi Orszak, Maciejowi Gągola, Antoniemu Szewczykowi, Alojzemu Madejowi, Józefowi Piędlowi. Wszyscy już nie żyją.
Dziękujemy sekretarzowi Zarządu, Władysławowi Partyce i skarbnikowi Marianowi Hawro.
Przy pracach w opracowaniu projektu budowy, organizacji prac i budowie wyróżnili się szczególnie: Bolesław Piela, Józef Czubat, Alojzy Madej, Wladysław Partyka, Marian Hawro, Antoni Szewczyk, dr med. Stanisław Wojdyła, Maciej Gągola, Jan Witkoś, Ignacy Bednarz, Henryk Rurak, Józef Bednarz, Andrzej Sączawa, Józef Ferenc sołtys, Stanisław Koper sołtys, dr Władysław Marć, Ignacy Wąsik, Józef Rurak, Stanisław Ziemniak, Zygmunt Dudzik, Jan Sądej, Roman Małysa, Czesława Bednarz, Józef Kida,Mieczysław Wąsik, Józef Krasoń, Stanisław Zagaja, Paweł Piróg, Antoni Łach, Jan Partyka, Józef Michnar, Władysław Tabor, Bolesław Szot, Zofia Lubecka, Stanisław Socha, Bolesław Lichwiarz, Władysław Świerad, Karol Delekta, Mieczysław Kida, Franciszek Stasiak, Franciszek Orszak, Stanisław Rodzeń, Adam Piróg, Józef Dudzik, Emilia i Józef Skomro, Eleonora Radomska, Helena Piróg, Zofia Majka, Krystyna i Szczepan Hanus, Antoni Sapuła, Tadeusz Bednarz, Józef Czerpak, Piotr Rodzeń, Henryk Gancarz, Mieczysław Piędel, Józef Koc, Kazimierz Kołodziej, Jan Dobrowolski, Andrzej Olko, Franciszek Czubat, Henryk Piela, Antoni Partyka Marcin Gwóźdź, Jan Zygmunt, Julian Szewczyk, Stanisław Bochenek, Józef Błąd sołtys, Jan Woś, Edward Majczak, Władysław Rurak, Antoni, Miazga, Władysław Sabat, Józef Radomski, Stanisław Radomski, Franciszek Piróg sołtys, Stanisław Woszczyna, Stanisław Gołąbek, Józef Orszak, s. Kaspra, i wielu, wielu innych. Prace murarskie wykonywali: Władysław Sabat i synowie, Edward Klimek, Eugeniusz Bajek z Prusiny, Jan, Henryk Rurak, Stanisław Bochenek, Stanisław Piekut i wieku innych pracując społecznie 1 lub więcej dni.
Budowę tak okazałego, jak na lata 70-te, budynku i wyposażenia, mieszkańcy pokryli z własnych środków i swoją pracą. Otrzymaliśmy też dofinansowanie ze środków Funduszu Ochrony Zdrowia, ale to były nasze dobrowolne składki i było nam przykro, kiedy Starosta Powiatu, który dzięki nieudolnej ustawie stał się właścicielem ośrodka, sprzedał część naszego majątku. Pewną nagrodą dla mieszkańców Kamienia było uzupełnienie wyposażenia i przydział samochodu karetki dla obsługi chorych na terenie gminy.
Ale dziś z dumą możemy powiedzieć: nasz ośrodek, wybudowany wspólnymi siłami, okazały, dumnie stoi w samym sercu wsi.
Przekazanie obiektu do użytku miało miejsce 45 lat temu, w listopadzie 1979 roku. Uczestniczyło w tej uroczystości bardzo wielu mieszkańców gminy, władze, lekarze z okolic, bo był to najbardziej funkcjonalnie zaprojektowany i wykonany obiekt służby zdrowia w wiejskiej gminie w Polsce. Efekt naszych wysiłków, naszej pracy, spełnienie marzeń i planów. Część nieoficjalną uroczystości przygotowało sołectwo Nowego Kamienia, na terenie którego jest usytuowany - a kto nie był, niech żałuje.
Nie zapominajmy dziś, jak to było wczoraj - od czterdziestu pięciu lat zapisują się karty historii Naszego Ośrodka, łącząc wysiłki przeszłych pokoleń z nowoczesnością i komfortem oferowanym nam dzisiaj przez kamieńską placówkę. Wszyscy Ci, którzy ośrodek sobie wymarzyli, a potem w pocie czoła razem budowali - są pewnie dziś dumni i szczęśliwi nawet, jeśli już spoglądają z nieba.
Tekst powstał na 30 rocznicę oddania do użytku budynku Ośrodka Zdrowia,
po upływie 15 lat go przypominamy.
Opracował: Józef Czubat we współpracy z Ewą Smolarską.
Informacji uzupełniających w dniu 02.01.2025 r. udzielili:
Stanisław Piekut, Mieczysław Wąsik, Henryk Piela
Wiekowy Jubileusz Mojej Szkoły w Kamieniu
Zadzwonił bardzo szanowany i ceniony mieszkaniec Kamienia Józef Czubat z pytaniem, czy nie mam spisanych wspomnień z czasów nauki w szkole w Kamieniu. Jakie wspomnienia może mieć prawie osiemdziesięcioletni Kamieniak. Wydawało mi się, że niewiele można napisać o tych latach. Starałem się sięgnąć pamięcią do lat pięćdziesiątych, do koleżanek i kolegów ze szkoły: Krysi, Janiny, Wandzi, Heleny, Urszuli, Adasia, Genka, Leszka, Staszka, Józka i wielu innych, których imion nie pamiętam. Jako uczeń Szkoły Podstawowej w Kamieniu rozpocząłem naukę w 1953 roku. To jest ważny rok w historii świata z uwagi na śmierć Józefa Stalina. Pamiętam komentarz ojca o opłakującej kobiecie, że to powinny być „łzy radości”, gdyż zmarł jeden z największych zbrodniarzy w historii ludzkości. W pierwszych dniach mojej edukacji odległość jaką musiałem przejść do szkoły wynosiła ok. 2,5 kilometra i po drodze miałem do pokonania dwa wzniesienia. Śmiało mogę się usprawiedliwić, że do szkoły miałem trochę „pod górkę”!
Mieszkaliśmy w Steinau na komornym w ostatnim domu wioski. Można nawet powiedzieć, że dom stał już za wsią, gdyż oddzielała nas od ostatniego domu Steiunau droga na Najfeld. Zabudowania architektonicznie różniły się od zabudowy poniemieckiej wioski zarówno w kształcie budynków, ale też położeniem na działce: części mieszkalnej domu, kuźni i obory, które były w jednym ciągu. Wędrówka przez całą wiochę po nauki w szkole wcale nie była przyjemna, gdyż byłem jedynym, który chodził do szkoły w Kamieniu, natomiast moi rówieśnicy uczyli się w szkółce poniemieckiej położonej w środku Steinau. Ja jednak od razu chodziłem do tej szkoły w samym centrum Kamienia, ale w niedługim czasie przenieśliśmy się do naszej nowej siedziby, blisko cmentarza na Linksajcie. Z tej nowej siedziby miałem już tylko pół kilometra do szkoły.
Pierwsza lekcja zaczynała się od pacierza „Ojcze nasz”. Historii uczył nas dyrektor szkoły Wiktor Legutko. Mieliśmy problemy z matematyką, za nieuctwo były kary dyscyplinarne w postaci okładania otwartej dłoni drewnianą linijką, po odliczeniu razów rachunki szły nam znacznie łatwiej i dość szybko nauczyliśmy się dodawać, odejmować, w mig opanowaliśmy tabliczkę mnożenia oraz dzielenia. Gorzej było z pisaniem, bo złamałem sobie rękę na rowerze i prawa ręka była w gipsie, więc pisałem lewą ręką, co niezbyt się to pismo podobało nauczycielce, za co miałem obniżony stopień. Pisałem za to opowiadania o jeleniach i pływaniu łódką po Sanie i Wiśle do Gdańska. Opowiadania te nawet się podobały polonistce i miałem zawsze pozytywny stopień z polskiego. Znalazłem kiedyś w domu skrzypce i chciałem się uczyć grać na tych skrzypcach, które nie miały części strun i smyczek był pozbawiony części włosia. Ojciec mnie zbywał, ale w końcu kazał się zgłosić do Pana Legutki, który prowadził chór i miał muzykantów. Pan Legutko uznał jednak, że skrzypce wymagają zbyt wiele naprawy i uzupełnień, odesłał mnie do lutnika w Rzeszowie, czy nawet w Krakowie. Ojciec jak usłyszał, że skrzypce wymagają nakładów finansowych, z uwagi na znaczne wydatki przy budowie domu, inwestycję w naukę na skrzypcach jedynego syna odłożył na lata późniejsze. W ten sposób Polska utracił przyszłego „wybitnego” skrzypka (być może nawet drugiego Kulkę). Skrzypce oczywiście zniknęły, które po latach odnalazłem we Wrocławiu u stryja Józka, który czasami coś tam sobie na nich rzępolił.
Historia Szkoły Podstawowej w Kamieniu Centrum w latach 1939-1961
1 września 1939 r. o wybuchu wojny nauczyciele i uczniowie dowiedzieli się podczas rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Naukę przerwano natychmiast aż do odwołania. Na prowadzenie nauki w szkołach powszechnych władze okupacyjne zezwoliły dopiero 6 XII 1939 r.
Podczas okupacji niemieckiej zajęcia szkolne odbywały się w wynajętych salach prywatnych, ponieważ sale szkolne zostały zajęte przez wojsko niemieckie. W pomieszczeniach adaptowanych na sale szkolne panowały trudne warunki. Przede wszystkim było w nich ciasno i tłoczno. Zapis kroniki szkolnej opisuje to następująco: w trzech małych izbach nie można pomieścić 340 dzieci. Nauka odbywała się bez podręczników, ponieważ przedwojenne zostały zakazane i wycofane z użytku. Podczas zimy nauka szkolna była przerywana z powodu braku opału i odpowiedniego odzienia u dzieci.
W czerwcu 1941 r. wybuchła we wsi epidemia tyfusu plamistego, a po niej później epidemia czerwonki. Spowodowane one były nędzą, brudem oraz brakiem żywności. W celu zwalczania epidemii do Kamienia zaczęła przyjeżdżać kolumna sanitarna. Ludność poddana była szczepieniom oraz dezynfekowano mieszkania, ubrania i pościel. Na podwórku szkolnym wybudowano łaźnię, w której odbywały się przymusowe kąpiele raz w tygodniu. Z powodu epidemii przerywano naukę w szkole.
W 1940 r. zostały ustalone przez okupanta niemieckiego dozwolone przedmioty nauczania. Były to: czytanie, pisanie, rachunki, przyroda gospodarcza, rysunki, gimnastyka i śpiew. Religii mogli nauczać księża, ale bezpłatnie. Tego samego roku w marcu zostało zabronione używanie do nauki podręczników przedwojennych. Religii mogli uczyć nauczyciele świeccy w wymiarze jednej godziny tygodniowo. W 1942 r. zezwolono katechetom na nauczanie religii, ale jako przedmiotu nadobowiązkowego.
Nauczycielstwo z Kamienia i okolic nie otrzymało w 1939 r. poborów za wrzesień, październik i listopad. 6 XI 1939 r., z polecenia starosty niżańskiego, w Nisku została zwołana konferencja dla nauczycieli, bez podania jej celu i programu. Udział w tej konferencji wzięło około 60 nauczycieli z powiatu niżańskiego. Podczas konferencji funkcjonariusze Gestapo aresztowali przybyłych tam nauczycieli, po czym wywieziono ich w wagonach bydlęcych do więzienia w Rzeszowie. Spośród grona nauczycieli z Kamienia aresztowani zostali: Józef Zygmunt, Jan Barański - ówczesny kierownik szkoły i Mieczysław Wierzbicki.
Ze wspomnień Józefa Zygmunta, wynika, że z trudem znoszono tam uwarunkowania więzienne. Panowały w nich niehigieniczne warunki, brudne i ciasne pomieszczenia, częste przesłuchania, wymuszanie zeznań. Dominowała wśród więźniów atmosfera strachu i niepewności. Dzięki interwencjom żony i Międzynarodowego Czerwonego Krzyża po dwóch miesiącach powrócił na wieś. Po powrocie pełnił funkcję kierownika szkoły do roku szkolnego 1946/1947.
Jan Barański wraz Mieczysławem Wierzbickim po krótkim pobycie w więzieniu na zamku w Rzeszowie zostali skierowani do obozu dla oficerów Murnau w Bawarii u podnóża Alp, gdzie przebywali do wyzwolenia obozu przez amerykańską armię gen. George’a Pattona.
W dniu 15 marca 1940 r. z posad nauczycielskich wydalone zostały nauczycielki, których mężowie mieli zatrudnienie. Wiadome jest, że z pracy zwolniona została Janina Zygmunt, żona ówczesnego kierownika.
Czytaj więcej: Historia Szkoły Podstawowej w Kamieniu Centrum w latach 1939-1961
Księgi metrykalne Kamienia
Jak może czuć się pasjonat genealogii dowiadujący się już na początku swoich poszukiwań, że księgi metrykalne dla jego rodzinnej miejscowości przepadły w zawierusze wojennej, bądź niedługo po niej? Cóż może zrobić jeśli wszystkie relacje i publikacje milczą na temat losów tych bezcennych dla historii rodziny dokumentów? Jak ma odszukać swoje korzenie, połączyć nici pokrewieństwa z przodkami nie mając do dyspozycji wiarygodnych źródeł informacji?
Na szczęście takie rozterki już nie dotyczą nas - mieszkańców Kamienia!
W tym miejscu - na początku niniejszego opracowania - chciałbym serdecznie podziękować: Kanclerzowi Kurii Diecezjalnej w Rzeszowie - Ks. Piotrowi Steczkowskiemu za zezwolenie na dostęp do ksiąg parafialnych, oraz Ks. Kanonikowi Marianowi Gwizdakowi - Proboszczowi naszej Parafii za zaufanie i zgodę na publikację skanów, które wykonałem z Kamieńskich Ksiąg Metrykalnych sprzed utworzenia samodzielnej parafii 1784-1907.
Podziękowania kieruję również do Inspektora Ochrony Danych Osobowych Diecezji Sandomierskiej - Ks. Macieja Kołodziejskiego za ogromne wsparcie w dostępie do archiwów parafialnych tej diecezji, jak również Ks. Janowi Kardasiowi - Proboszczowi parafii Jeżowe za wielkie zaufanie oraz zgodę na publikację ogromnej ilości skanów, które wykonałem z ksiąg metrykalnych dla Jeżowego, Nowosielca, Cholewianej Góry, Pogorzałki, oraz zapowiedzi przedślubnych i alegat zawierających mnóstwo danych o mieszkańcach dawnego Kamienia.
Kamień jak wszyscy dobrze wiemy był podzielony przez wieki między dwie parafie: Jeżowe i Górno, dlatego też należy mówić o dwóch „kompletach” ksiąg, które zgodnie z ówczesnym zwyczajem zostały przekazane do nowopowstałej samoistnej parafii. Przejdźmy zatem do krótkiej prezentacji wszystkich bezcennych dla nas i naszej historii rodzinnej woluminów:
Księgi dla Kamienia z parafii Górno (chronologicznie):
Strona 7 z 42